Strona główna

       Niniejsza publikacja to próba ocalenia od zapomnienia wydarzeń i ludzi tworzących polską historię kolarstwa na Dolnym Śląsku. Prócz suchych faktów – zestawień dat, nazwisk, miejsc i punktacji – staram się też przynajmniej cząstkowo przybliżyć sylwetki zawodników. Zarówno tych najbardziej wytrwałych i upartych w dążeniu na podium, jak i tych, skłonnych do poświęceń w imię zespołowego zwycięstwa. Aż mi żal, że zabrakło tu miejsca na szerszą charakterystykę moich bohaterów, zwłaszcza że śledząc ich drogę życiową, z ogromną satysfakcją konstatowałem, że także jako dojrzali obywatele nie przestawali być niezwykle wartościowymi członkami społeczeństwa. Choćby Mieczysław Nowicki. Został ministrem sportu. Jego nauczyciel – Edward Borysewicz stał się twórcą kolarstwa w …USA, wychowując licznych amerykańskich mistrzów olimpijskich. Trenował Grega Lemonda, 3-krotnego zwycięzcę Tour de France. A w końcu odkrył 7-krotnego rekordzistę tego najważniejszego na świecie wyścigu kolarskiego, Lance’a Armstronga.

 

      Oddanym miłośnikom kolarstwa dolnośląskiego chcę odświeżyć czasy świetności ich ulubionej dyscypliny. Czasy „Elka” Grabowskiego, Stanisława Królaka, Józefa Bekera, Franciszka Surmińskiego, Józefa Gawliczka, Bogusława Fornalczyka, Wiesława Podobasa, Mariana Więckowskiego, Rajmunda Zielińskiego, Józefa Grundmana, Stanisława Gazdy, Jana Kudry, Zenona Czechowskiego, Jana Magiery, Mariana Kegela, Mieczysława Nowickiego, Ryszarda Szurkowskiego, Jana Brzeźnego, Jana Faltyna, Jana Jankiewicza, Stanisława Szozdy, Janusza Kierzkowskiego, Wojciecha Matusiaka i wielu, wielu innych … Bo historia dolnośląskiego kolarstwa obfituje w najprawdziwszych i, niestety, często zapomnianych bohaterów. Opracowanie niniejsze ma przypomnieć zdarzenia, które im towarzyszyły w osiąganiu szczytów kolarskiej kariery.

 

      Oprócz wspomnianych przez Czesława Wolińskiego spotkań pierwszego Zarządu Stowarzyszenia Kolarzy Dolnośląskich, do studiowania tych wydarzeń zainspirowało mnie dwóch przyjaciół: Manfred Matuszewski i śp. Jerzy Szwak. W opracowaniu materiału niedoścignionym wzorem pozostaje dla mnie w tej dziedzinie mistrz − przewodnik po historii polskiego kolarstwa – Bogdan Tuszyński. Jego publikacje, zawierające kopalnię wiadomości, ułatwiły mi wyszukiwanie archiwalnych materiałów dotyczących uczestnictwa zawodników Dolnego Śląska w imprezach krajowych i zagranicznych.

 

      Szczególnej pamięci Czytelników powierzam wybitego dziennikarza sportowego Bohdana Tomaszewskiego. Przedwojenny młodziutki tenisista został w czasie wojny żołnierzem Armii Krajowej. W stanie wojennym dobrowolnie skazał się na niebyt, odchodząc z mediów. Wcześniej wielokrotnie dawał wyraz własnej niezależności, rezygnując w swoim dziennikarstwie z propagandowej retoryki. Bohdan Tomaszewski nie służył propagandzie PRL-u. Za to winniśmy mu wdzięczność. Zwięzłymi a celnymi komentarzami wprowadzał nas w sam środek sportowych wydarzeń, także kolarskich. Dawał słuchaczom poczucie siły i dumy, dobitnie wypowiadając zdania swoim dźwięcznym niepowtarzalnym głosem.

 

      Co do źródeł, najcenniejsze wydawałoby się, archiwum wrocławskiego OZKol., okazało się niezmiernie ubogie. Byłem więc zmuszony do korzystania ze źródeł pozabranżowych: Dolnośląskiej Biblioteki Publicznej (Wrocław, Rynek 58), Wrocławskiej Biblioteki Uniwersyteckiej (Wrocław, ul. Szajnochy i ul. Na Piasku), a także zbiorów prywatnych byłych zawodników, trenerów, działaczy i ich rodzin. Wykorzystałem zatem liczne źródła archiwalne publikowane (wyszczególnione w załączonej na końcu bibliografii), jak i nieupublicznione dotąd dzienniki prowadzone przez byłych kolarzy, ich zapiski, dyplomy (na tej podstawie np. ustalałem klasyfikację). Bez nich odtworzenie wielu faktów z przeszłości byłoby niekiedy niemożliwe.

 

      Zmagając się z archiwaliami, odbywałem podróże potrzebne do odnalezienia i przypisania choćby imion nazwiskom. Przeprowadziłem setki rozmów, by potwierdzić relacje i nie pominąć żadnego z dawnych bohaterów. Szczególnie tych, którzy sami już o własną pamięć się nie upomną. Wśród żyjących nie wszyscy uwierzyli w możliwość opracowania podobnej kroniki. Ich fotografii zabrakło w tym tomie (nie ukrywam, Koledzy, że liczę na Wasze zdjęcia przy redagowaniu tomu drugiego).

 

      Ponieważ historię tworzą ludzie, założeniem moim było odnaleźć i przedstawić w publikacji wszystkich tych kolarzy dolnośląskich, którzy uczestniczyli w choćby jednym wyścigu opisanym w prasie regionalnej. Nie pozostaje mi zatem już nic innego, jak zostawić teraz Czytelnika sam na sam z lekturą pierwszego tomu „KRONIKI KOLARSTWA DOLNOŚLĄSKIEGO” obejmującego lata 1945-1975.

 

Józef Maciej Zajączkowski